Puk, puk! Kto tam? Uchodźcy

Drukuj

Jeżeli nie wszystkich to za pewne elementem większości stołów wigilijnych było wczoraj miejsce dla zbłąkanego wędrowca, którego ugoszczenie jest moralnym obowiązkiem gospodarzy. Jeśli wyobrazimy sobie Europę jako stół, a każdy z krajów jako talerz okazuje się, że do tej pory wszystkie były pustymi nakryciami, przynajmniej w zamyśle najważniejszych europejskich polityków. Jesienią tego roku Europa borykała się z kolosalnym problemem jakim stali się dla niej imigranci z Afryki oraz Azji. Na pewno nie można o nich zapominać tylko dlatego, że w ostatnim czasie o całej sprawie zrobiło się nieco ciszej. Należy zadać sobie pytanie czy okres zimowy powinniśmy potraktować jako chwilę oddechu dla Unii Europejskiej czy też ciszę przed burzą jaką może być wiosenna wędrówka ludów. Wstępem do racjonalnej dyskusji nie jest kwestia samego pomagania lecz odpowiedniego doboru polityki migracyjnej UE.

Wspólna polityka zagraniczna Unii jest fikcją co pokazały m.in. wydarzenia na Węgrzech gdzie w imię bezpieczeństwa kraju postawiono na odgrodzenie się murem od ściany wschodniej uznając solidarność europejską za przeżytek. Cały problem jest dużo bardziej złożony i nie da się go rozwiązać prostym pytaniem – przyjmować, czy też nie? Po zamachach w Paryżu sytuacja dość mocno się zmieniła, niektóre państwa zrezygnowały z przyjęcia kolejnych uchodźców ze względów systemowych, inne takie jak np. Polska zadeklarowały, że pomimo wcześniejszych uzgodnień nie przyjmą nikogo. Oczywiście burzliwą atmosferę po atakach 13 listopada wykorzystały środowiska ksenofobiczne i rasistowskie, które nie były tak aktywne gdy w niewielkim odstępie czasu w Stanach Zjednoczonych doszło do aktu terroru o podłożu katolickim na klinikę aborcyjną, co nie usprawiedliwia rzecz jasna w żaden sposób wcześniejszych wydarzeń. Natomiast idealnie obrazuje jak mocno spolaryzowane są kierunki w kwestii uchodźców. Nie można generalizować  i postrzegać każdego muzułmanina jako terrorystę przez pryzmat listopadowych wydarzeń ze stolicy Francji jednak pozostanie biernym na skutki radykalnego islamu byłoby czymś naiwnym i skrajnie nieodpowiedzialnym.

Należy otwarcie przyznać, że wojujący islam istnieje i jego celem jest obcinanie głów niewiernym, we krwi mają nienawiść do cywilizacji zachodniej, a życie doczesne jest dla nich tylko okresem przejściowym, swego rodzaju misją. Określenie fundamentalistów islamskich jako „wojujący islam” musi iść w parze z terminem „ruch polityczny”. Religia jest tylko pretekstem do tego by atakować, natomiast główny cel ma charakter wyłącznie polityczny. Właśnie dlatego Unia Europejska musi zdecydowanie zmienić swoje podejście do przybyszy z Dalekiego Wschodu oraz północnej Afryki. Proces przyjmowania imigrantów (udzielania azylów politycznych) powinien być dużo bardziej restrykcyjny. Powstaje jednak pytanie, co w takim razie zrobić z tymi wszystkimi ludźmi, którzy grzeją na Stary Kontynent w celach innych niż ucieczka przed Kalifatem bądź innym poważnym zagrożeniem? Ci wszyscy przybysze są nielegalni, a więc należy ich deportować tam skąd przybyli lub po prostu nie wpuszczać do Unii Europejskiej. Organy UE takie jak Komisja Europejska przyjęły zdecydowanie bardziej miękką formę polityki migracyjnej, którą można skrócić w dwóch słowach „przyjmujemy wszystkich!”. Od razu zaznaczę, że nie jestem zwolennikiem powszechnego dostępu do broni, nie czułbym się bezpiecznie wiedząc, że każdy komu nie spodobam się na ulicy może mnie w dowolnym momencie zastrzelić.

Swoje poglądy trzeba jednak dostosowywać do realnej rzeczywistości, a na chwilę obecną liberalizacja dostępu do broni mogłaby się stać jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa wewnętrznego państw zagrożonych dużym napływem imigrantów, a co za tym idzie większym prawdopodobieństwem na akty terroru. Po drugie doraźna pomoc zarówno uchodźcom jak i samym sobie (poprzez obronę) jest planem bardzo krótkowzrocznym. Silne państwa Europy Zachodniej muszą stawić czoła ISIS u jego źródła, czyli w Syrii. Na niewiele zdadzą się wielkie koalicje antyterrorystyczne gdy nie determinują one działań zbrojnych i dotyczy to zarówno bombardowań Państwa Islamskiego jak i reakcji strażników granicznych w stosunku do imigrantów. Rzadko zgadzam się z Maxem Kolonko ale w tej określonej sytuacji przyznaje mu rację, że jeżeli uciekinierzy okupują pociąg i nie chcą go opuścić to należy użyć siły, a nie bawić się w negocjacje. Trzeba pamiętać, że granica między pluralizmem a uległością jest obecnie bardzo niewielka i jeśli Zjednoczona Europa nie podejmie zdecydowanych kroków może to doprowadzić do konfliktów na tle kulturowym w wielu krajach, a co za tym idzie reaktywacji nacjonalistycznego sposobu myślenia rządzących, które może w dłuższej perspektywie doprowadzić do rozpadu realnej wspólnoty europejskiej.

Pozdrawiam!

Czytaj również