Demilitaryzacja Korwina

Drukuj

Pamiętam dokładnie wielki boom, jaki miał miejsce ok. 2 lata temu - niemal cała zaangażowana politycznie młodzież była zafascynowana Korwin-Mikkem. Sam byłem pełen obaw co może wydarzyć się gdy "nie daj Boże ten szaleniec wejdzie do Sejmu" lub jakimś cudem jego partia będzie współrządzić Polską. Po jakże udanych eurowyborach, w których KNP uzyskał nieco ponad 7%, przyszła pora na nowe-nowe. Pogromcą Korwina i całej kanapowej prawicy okazał się Paweł Kukiz.

Muzyk w przeciwieństwie do swojego starszego poprzednika był kimś nowym, dotąd nieznanym szerszemu spektrum wyborców. Przyniosło to katastrofalne skutki dla Korwina. Podczas gdy typowy polityczny laik znał go z wypowiedzi na temat pedofilii, odebrania praw wyborczych kobietom czy też spoliczkowania Michała Boniego, Paweł Kukiz był dla niego kimś zupełnie świeżym i w gruncie rzeczy umiarkowanym. Swoje trzy grosze dołożył też Kuba Wojewódzki, który, promując Kukiza w swoim programie jako równego gościa, przyczynił się m.im. do dzisiejszego urzędowania Andrzeja Dudy. Późniejsze „przepraszam za Kukiza” w wykonaniu prowadzącego jest tym bardziej wymowne. Nikt nie zdążył uświadomić społeczeństwa, że Paweł Kukiz to Korwin w wersji light, co tylko potwierdza tezę, że ten uzyskuje lepszy wynik, kto przyciągnie więcej wyborców niezagospodarowanego od lat w Polsce centrum. Lata żmudnego powtarzania swoich poglądów, przebijanie się do mediów głównego nurtu, pierwszy poważny sukces wyborczy – te małe kroczki szeroko otwierały przed formacją KORWiN sejmowe drzwi. Wszystko udało się popsuć rockmanowi bez programu, którego jedynym postulatem są JOW-y. Ironia losu?

Na samym początku „ery Korwina” bałem się zobaczyć go na mównicy, jednak w tej chwili oddałbym wiele, aby tylko wszedł do Sejmu. Zmieniłoby to całkowicie układ sił. Tak jak przy obecności lewicy bardziej prawdopodobne byłyby nowe wybory, w przypadku obecności drużyny Korwina Polska uniknęłaby dyktatury parlamentarnej jaką możemy obecnie obserwować. Cały paradoks polega na tym, że największym problemem pana Janusza nie są jego pamiętne wystąpienia odnośnie górników, niepełnosprawnych czy też kary śmierci, ani też potencjalne przyszłe wybryki. Czynnikiem, który hamuje Korwina, jest rzeczywistość, którą stworzył. Żadna z rzeczy, które wymieniłem, dzisiaj już nie szokuje, a na pewno nie w takim wymiarze. Gdy odbywała się debata prezydencka JKM był jednym z „normalniejszych” uczestników. Na tle Grzegorza Brauna, Mariana Kowalskiego czy Pawła Tanajno wypadł on jak typowy mainstreamowy polityk. Wiatr zmian zawiał, liberalizmem do Sejmu wjechał Petru, konserwatyzmem Kukiz, a Kaczyński po fakcie zadbał o to, by polskie społeczeństwo przypomniało sobie co znaczy praktyczny radykalizm. Dla Korwina miejsca zabrakło. Jedyne, co zyskał, to subwencja i cztery lata oczekiwania na kolejną wichurę.

Pozdrawiam!

Czytaj również