Coś się popsuło

Drukuj

Od czasu marcowych zamachów w Brukseli minęło ok. 2,5 miesiąca. Nie dało się zauważyć absolutnie żadnej zmiany, która mogłaby powstrzymać postępujący kryzys migracyjny w Europie. Instytucje europejskie są, najzwyczajniej w świecie, bierne na to co się dzieje i temat wojny kulturowej w ogóle ich nie grzeje. To prawdopodobnie oznacza koniec tolerancyjnej, oświeceniowej Europy, zwycięży nacjonalizm.

Sytuacja ta jest spowodowana głównie nieefektywnością samej Unii Europejskiej, której liderzy zaczęli dążyć do urzeczywistnienia utopijnego projektu jednolitego kulturowo, federalnego państwa. Ostatnio na ten temat wypowiedział się sam Donald Tusk i nie ukrywam, że było to bardzo celne. Stwierdził, że zjednoczona Europa bez suwerennych narodów nie ma prawa istnieć. Zaznaczył również, że UE odeszła od swoich podstawowych wartości jakimi były wolność, sprawiedliwość, czy też własność prywatna. W tych słowach przewodniczącego Rady Europejskiej jest niezmiernie dużo, niestety, niewiążącej racji. Liberalna Europa wyeliminuje się sama, poprzez system demokratyczny. Zmiana, która nastąpiła w Polsce nie była akurat uwarunkowana wrogością do Unii, a raczej poczuciem słabości ekonomicznej. Natomiast w krajach bogatych, w dojrzałych zachodnich demokracjach, do głosu zaczynają dochodzić radykalni prawicowcy. Przykładem może być ugrupowanie Alternative für Deutschland, które dysponuje w tej chwili kilkunastoprocentowym poparciem, ale też niedoszły prezydent Austrii – Norbert Hofer. Ci ludzie budują swój cały kapitał społeczny tylko i wyłącznie na imigrantach i krytyce liberalnego systemu jaki utworzyły dotychczasowe europejskie rządy. Naprawdę chciałbym, aby przestały kierować nami skrajności. Przykład centroprawicowego rządu Danii napawa optymizmem. Rewelacyjna postawa wobec przybyszy z Bliskiego Wschodu, która pozwala na odbieranie kosztowności w celu ich późniejszego utrzymania.

Z jednej strony Duńczycy idą w stronę postępowych i równościowych rozwiązań, a z drugiej nie pozwalają pod przykrywką tolerancji, na islamizację ich kraju. Wskutek tego w razie potrzeby tworzą nowe prawo, które pozwala np. na deportację radykalnych islamistów czy też utrudnia otrzymanie azylu. Dostrzegam plusy pojawienia się takich formacji jak AfD, czy też sukcesów Frontu Narodowego we Francji. Pokazuje to świetnie, że demokracja działa i jeśli jakiś z rządów nie będzie realizował zgranej społecznie polityki względem np. uchodźców, to pojawi się takie ugrupowanie, które wyjdzie na przeciw oczekiwaniom większości społeczeństwa i wygra. Po prostu wygra. To co mnie jednak martwi, to zbytnia zero-jedynkowość. Partie eurosceptyczne, czy też w niektórych przypadkach wrogie UE, wygrywając dzięki antyimigranckim hasłom będą mogły przenieść pod tym płaszczykiem zmiany, które dotąd wyraźnie nie pasowały ludziom. Śmierć, a przynajmniej chwilowa śpiączka liberalnej Europy staje się faktem i to tylko kwestia czasu, gdy nastąpi ona niemal wszędzie. Być może potrzebujemy takiego szoku, także w postaci Donalda Trumpa jako prezydenta USA, aby na nowo powrócić do koncepcji liberalnej, tolerancyjnej, ale stanowczej Europy. Popadanie w jakąkolwiek skrajność nie jest niczym dobrym, jednak gdy zdarza mi się czytać w komentarzach, że Hitler wiedziałby co zrobić z imigrantami to mam poważne obawy przed powrotem ery nacjonalizmów. Na chwilę obecną wydaje się on jednak nieunikniony.

Pozdrawiam!

Czytaj również